Wydawało mi się, że… – czyli o przekonaniach.

Pamiętam, jak pierwszy raz przymierzałam się do snowboardu. Najpierw musiałam wybrać deskę. To, że trzeba dobrać jej długość, tym decydował mój wzrost, ale jest jeszcze jedna ważna rzecz, kierunek deski. Mój brat jeździł na prawej nodze przewodzącej, byłam przekonana, że i ja taką muszę wybrać. Jak szliśmy do wypożyczalni, mój brat kazał mi się poślizgnąć na oblodzonym chodniku, nie zastanawiając się, wysunęłam do przodu swoją nogę i przemierzyłam malutką trasę do przodu. Co się okazało, była to lewa noga, nie prawa, co według niego wskazywało to na silniejszą lewą. Nie Zważając na to, wypożyczyłam wiązanie na prawą nogę z przodu deski, przekonana o swojej racji. Dzień później poszłam wymienić. Rzeczywiście wydawało mi się tylko, że prawą nogę mam silniejszą, ale nawet zadanie z poślizgiem nie przekonało mnie. Ot taka historia, którą dziś sobie przypomniałam, spacerując w pierwszy śnieżny dzień w tym sezonie, bo ślizgałam się na oblodzonej drodze, wysuwając swoją lewą nogę, a na prawej czułam się niekomfortowo. Z tej historii możesz wynieść jak dobrać deskę do snowboardu, natomiast ja wyciągnęłam inny wniosek. Bo właśnie to nie pierwszy raz jak coś mi się tylko wydaje i zamiast przyjrzeć się sobie, wierzę w swoje przekonania oparte na zewnętrznym wpływie osób i poglądów. 

Może przykład wyboru deski snowboardowej nie jest tak obrazowy, ale mam na szczęście jeszcze kilka innych przykładów. Kiedyś wydawało mi się, że podróżowanie samemu jest niebezpieczne i bardzo nieodpowiedzialne, a może i nawet nudne, dopóki nie przeczytałam książki Wojciecha Cejrowskiego “Gringo, wśród dzikich plemion”. Była to bodajże szósta klasa podstawówki i moje pierwsze początki z książkami, których czytanie jak się mi również mylnie wydawało, mnie męczyło. Wtedy też nie tylko odkryłam, że można sprzedać lodówkę i wyruszyć w podróż w nieznane samemu, ale również, że książki nie są nudne, o ile nikt mi nie każe czytać czegoś, co mnie nie ciekawi. Tak powoli przekonywałam się do książek, które otwierały mnie na świat, albo przynajmniej dawały bodziec do zastanowienia się, czy rzeczywiście jest tak jak mi się wydaje, że jest. Jak i w poprzednim przypadku, po prostu sprawdziłam, czy rzeczywiście podróże w pojedynkę są dla mnie nieosiągalne. Okazało się, że przy odrobinie determinacji i ostrożności stały się bardzo przyjemne. Co prawda, nie sprzedałam żadnej lodówki, ani nie wyruszyłem do dżungli, ale wystarczyła na początek mała próba po polsce, by obalić moje “wydaje mi się”. 

Wydawało mi się również kiedyś, że skończenie studiów będzie olbrzymim, ciężkim wyzwaniem, a po nich w nagrodę otworzą się przede mną wrota kariery. Książki motywacyjne mówiły “dasz radę” no i sprawdziłam to, dałam radę. Skończyłam studia, ale tych wrót do kariery albo nie zauważyłam albo ich nie było. Może znajdę je jeszcze, ponieważ wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń… 

Tymczasem idę drogą odkrywania kart, które nie wiedząc czemu jakość w sprytny sposób i dość niezauważalnie zostały zapisane bez mojej wiedzy. Te karty to właśnie “wydawało mi się,..”, które tym razem świadomie, staram się zapisać. Bo otóż wydawało mi się, że się znam, a ja dopiero się poznaje. Po prostu sprawdzam, doświadczam, akceptuję, ewentualnie zmieniam swoją rzeczywistość. Być może te karty kilkakrotnie będę musiała sprawdzać i zapisać na nowo, ale to dobrze, bo to oznaczałoby długie i pełne przygód życie. 

Nasze przekonania i poglądy nie koniecznie muszą być nasze. Może przykład z początku, co do silniejszej nogi prawej czy lewej w jeździe na snowboardzie jest prozaiczny. Są jednak przekonania, których trzymamy się rękami i nogami, a argumentacja, która chce je obalić jakby niektórym wyrywała duszę, więc jest ona absolutnie niedopuszczana.  O tym, że każdy ma swoją prawdę, już mówiłam. Swoją, ale właśnie nie koniecznie swoją, ponieważ ma na nas wpływ wiele rzeczy jak chociażby środowisko, nasi bliscy, autorytety, którzy mieli swoich autorytetów i tak dalej. Uważam też, że nie wszystko jest przecież czarne i białe, zerojedynkowe. 

Wracając do mojego zwrotu z tytułu, wydawało mi się kiedyś nie raz, że moja prawda jest najprawdziwsza. Z czasem przestałam urządzać z dyskusji ring na argumentacje, co mijało się zresztą z definicją i przyjemnością dyskusji. Poza tym istnieją też płaskoziemcy. Ich nie przekonasz, pomimo niezliczonych dowodów, że ziemia nie jest płaska.

 

Powiększ swoją półkę z książkami: Wojciech Cejrowski “Gringo wśród dzikich plemion”

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Follow by Email
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x