narcyzm to nadmierna miłość do swojego wyglądu – nie ma nic wspólnego z miłością do samego siebie.

Jeśli w końcu zdecydujesz się zrezygnować ze swoich ulubionych tostów z serem na kolację i postawisz pierwszy krok ku diecie nie obciążającej trzustki, to zdecydowanie ukłuje Cię “lekki” dyskomfort zmiany. O zmianach pisałam już jako o doświadczeniach w drodze do rozwoju i poznawania siebie, a w zasadzie przede wszystkim wychodzenia z niekonstruktywnych zastojów, w których łatwo utknąć na długi czas. Nasz gatunek przetrwał ponieważ miał niezwykłą umiejętność szybkiego adaptowania się do przeróżnych warunków, korzystając dodatkowo z innej zdolności, czyli komunikacji między sobą oraz, na co wskazują badacze, altruizmu. Dalej te wszystkie cechy posiadamy. Z mojego punktu widzenia, nasze wrodzone lenistwo, a raczej chęć ułatwiania sobie życia i pewnie jeszcze wiele innych czynników, spowodowało, że obecnie nie musimy z nich często korzystać. Szybko, łatwo, prosto, nieskomplikowanie, niezobowiązująco – tymi przysłówkami określiłabym idee rozwoju świata. Są one sprzeczne do przysłówków określających zmiany – powoli, wytrwale, cierpliwie, zobowiązująco. 

Tak więc, w tym świecie może humor poprawi Ci pójście do kina, na piwo z ziomeczkami, czy happy meal z mcdonalds, ale nie koniecznie wypełni to wewnętrzny smutek, czy też pustkę, jakkolwiek by tego nie nazwać. Bez konkretnych zmian wewnętrzny demon może nas ciągle dopadać. Co z tym ma wspólnego dzieciństwo? O tym za chwilę.  

Kojarzycie film Stanleya Kubricka Lśnienie? W filmie pojawia się motyw małego chłopca o imieniu Danny, który jest obdarzony darem jasnowidzenia. Jego mentorem jest hotelowy kucharz Dick, który tłumaczy chłopcu jego zdolności nazywając je “lśnieniem”. Przekazuje chłopcu, że czegokolwiek by nie zobaczył, będzie to tylko odbiciem przeszłych zdarzeń i nie będzie dla niego niebezpieczne. Niestety okazało się inaczej – przeszłość może mieć wpływ na teraźniejszość, z czym mierzy się chłopiec w nieczynnym chwilowo hotelu Panorama, w którym zatrzymuje się wraz z rodzicami. Choć nie lubię horrorów, jeśli ktoś go jeszcze nie oglądał, powinien zdecydowanie nadrobić zaległości. Ma on wiele wątków, na które warto zwrócić uwagę. Mnie najbardziej zainspirował motyw Dicka, który uczy Dannego jak poradzić sobie z niekontrolowanym widzeniem przeszłości i odróżnieniem tych wizji od rzeczywistości. Ta przenośnia kojarzy mi się z naszymi postrachami i wspomnieniami z przeszłości, które najpierw musimy dostrzec, zmierzyć się z nimi, przeanalizować, a potem raz na zawsze zamknąć w wielkich poukładanych tematycznie skrzyniach. Nieprzerobione wspomnienia i emocje mogą wyjść z nas w nieoczekiwanym momencie albo skumulować się z innymi co dałoby nam wewnętrzną emocjonalną Hiroszimę – więc dlatego warto najpierw się z nimi zmierzyć.   

Dzieciństwo niestety ma na nas bardzo duży wpływ, choć może wydawać nam się, że kontrolujemy wszystko i przecież jesteśmy inni niż nasi rodzice czy opiekunowie. Chociaż było to w gimnazjum, pamiętam wspomnienie mojej nauczycielki od historii. Powiedziała “nigdy nie chciałam być tak jak moja matka i wiecie co, ostatnio, zdałam sobie sprawę, że jestem dokładnie taka sama jak ona”. W jednym z wywiadów, psycholog Katarzyna Miller stwierdziła, że ciężko w Polsce o nietoksycznych rodziców. W skrócie rodzicami toksycznymi nazywa się takich, którzy narzucają swoją wizję życia dziecku i nie pozwalają mu być takim jakim jest albo pomóc odkryć takim jakim jest. Tak więc, jakich rodziców byśmy nie mieli, wychodzimy z dzieciństwa z pewnym bagażem przekonań i doświadczeń. Wydarzenia z dzieciństwa są jak glina, z której jesteśmy ulepieni – tych wspomnień się nie pozbędziemy. Możemy jedynie je przeanalizować, aby w ten sposób z nawiązaniem do teraźniejszości, sprawdzić co nas wzmacnia, a co nas osłabia. Dla naszego leniwego mózgu analiza i racjonalizacja nie jest jednak ważna i wręcz jest nienaturalna, on chętnie nas będzie nawet okłamywał, by czuć się lepiej. Ci co przeżyli jakąś traumę w dzieciństwie potrafią głęboko zakopać swoje emocje, a nawet wyprzeć zdarzenia. Tematu o traumach z dzieciństwa, które powodują zmiany neurologiczne mózgu, nie będę jednak rozwijać. Chcę tylko zaznaczyć, że dzieciństwo jest cząstką nas. Może kiedyś nie mieliśmy zbyt dużo szans, by coś zmienić, nasze decyzje były ograniczone, ale teraz… Teraz mamy czas i miejsce by przyjrzeć się temu dziecku z dzieciństwa i dać mu wszystko czego potrzebowało i czego nadal potrzebuje. Zaopiekować się nim.

Wzorce zachowań i schemat myślenia, to zazwyczaj te automatyczne reakcje, których racjonalnie, na pstryknięcie palcem nie jesteśmy w stanie zmienić. Gromadzi je podświadomość, która koduje to, co według niej jest warte zakodowania. Większość tego, co się tam zgromadziło pochodzi z dzieciństwa. Zasada jest prosta i pokażę to na przykładzie. Jeśli myślisz, że nikt Cię nie pokocha, a jeśli już ktoś miałby Cię pokochać to nigdy bezwarunkowo, to można być pewnym, że w którymś momencie swojego dzieciństwa i doświadczeń mózg zakodował taki bezsens. Sztuką jest to myślenie odkodować i zaprogramować świadomie tak, by nie uruchamiać autodestrukcji. Cały trik w tym, że to wymaga czasu, wytrwałości, dyscypliny i samozaparcia. Jesteśmy jednak w stanie ZMIENIĆ, każde podświadomie ograniczające nas myślenie.

Im bardziej siebie poznajemy, tym bliżej siebie jesteśmy. Być blisko siebie to akceptować i rozumieć swoje emocje. Aby móc dawać, trzeba mieć co dawać. Nie oznacza to zamknięcia się na ludzi, na etapie odnajdywania miłości do siebie, wręcz przeciwnie – bliskość z drugim człowiekiem jest najlepszym lekarstwem, a relacje świetnymi podręcznikami do nauki siebie. Aczkolwiek Ci, którzy twierdzą, że w pełni siebie zaakceptowali i pokochali to osoby, które odcięły się na pewien czas od ludzi i usłyszeli ciszę będąc sam na sam ze sobą. Więc może warto, zamiast odwracać uwagę od swojego życia, przejmując się problemami innych, czy też komentując namiętnie innych działanie i poglądy, przyjrzeć się sobie, porozmawiać ze sobą, wesprzeć siebie. 

Jeśli obudzisz w sobie ciekawość do siebie samego, obudzisz też prawdziwą ciekawość do drugiego człowieka. Miłość to akceptacja, to stan bez warunków wstępnych. Nie można kochać drugiego człowieka, nie kochając siebie. To zdanie znajdziecie w książce Jacka Walkiewicza, a także Beaty Pawlikowskiej i założę się, że w wielu innych. Nie obawiaj się narcyzmu, jego definicja dotyczy tylko nadmiernej miłości do swojego wyglądu, a nie miłości do siebie. 

To ze sobą przebywamy najwięcej czasu, więc w naszym interesie jest nawiązać jak najlepszą, szczerą i najmocniejszą więź. Tą zmianę uważam za najważniejszą. Tu nie chodzi o to by stać się egoistą. Zresztą co to jest egoizm? Kiedyś usłyszałam świetną definicję – Egoizm nie polega na tym żeby robić to co się chce i jak się chce. Egoizm jest wtedy kiedy oczekujesz od innych, by żyli tak jak Ty chcesz. Tej pustki, czy też wewnętrznego smutku nikt i nic nie uzupełni, tylko my sami. Nie wypełnimy tego żadnym substytutem, chociaż i tak często dalej próbujemy wszystko zalewać procentami.  Niestety ten szalejący wokół nas świat, przyspieszone tempo życia i oczekiwania społeczne z pewnością nam nie pomagają, wręcz oddalają nas od siebie samych. Mamy tyle bodźców zewsząd zaburzających naszą koncentrację i tyle rozleniwiających nasz mózg ułatwień, że wytrwałość, cierpliwość, bycie sobą i bezinteresowny altruizm powinny być nagradzane diamentem. Przecież tą mniej wymagającą drogą jest o wiele łatwiej iść, czyż nie? 

 

Powiększ swoją półkę z książkami: 

  • Katarzyna Nosowska – “Powrót z Bambuko”
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Follow by Email
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x