Dlaczego książki do rozwoju osobistego mogą mieć na nas destrukcyjny wpływ?

Z książkami z kategorii rozwój osobisty i motywacja miałam do czynienia, odkąd pamiętam. Od klasyków po mało znane pozycje, a także wywiady, wykłady i biografie inspirujących ludzi. W pewnym momencie miałam wrażenie, że się od tego uzależniłam.  Od samego penetrowania wiedzy. Trochę tak jakby uciekałam do tego zaangażowania.

Na YB oglądałam kiedyś wywiad profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza i z niego zapamiętałem tylko jedno zdanie, które przejęło moją całą uwagę, że poradniki, które znajdziemy na półkach w księgarni, mogą przynieść nam sporo szkód. Prowadzący ten wywiad nie był zainteresowany tym wtrąceniem tak bardzo, jak ja i nie zapytał profesora, aby mógł rozwinąć myśl. Z tego też powodu, przed następne dni chodziłam w głowie z pytaniem, czy rozwój osobisty może szkodzić?

Dobrze zadane pytania są drogą do sukcesu.

Pewnie wyciągnęłam tą super rade z jakiegoś poradnika. Wydaje się być słuszna. Patrząc pod kątem naszej psychologii, jesteśmy tym, na czym się koncentrujemy. Dobrze skonstruowane pytanie dotyczące jakiegoś problemu, może go skutecznie rozwiązać. Znaczy się, samo pytanie go nie rozwiąże, ale nasz mózg z odpowiednio nakierowaną koncentracją na konkretny cel już tak. Ok, to była tylko dygresja. W każdym razie jakby ktoś znalazł wyjaśnienie profesora dotyczącą tego tematu, to byłabym wdzięczna za podzielenie się wiedzą. Na ten moment mam jednak własne wnioski, jeśli chodzi o poradniki i nieodpowiednią ich interpretację oraz destrukcyjny wpływ na czytających je. O tych dobrych stronach też wspomnę :).

Czy istnieje uzależnienie od rozwoju osobistego?

Pod współczesną definicją uzależnienia w dużym uproszczeniu kryje się przymus oraz utrata kontroli. Chęć samorozwoju i doskonalenia się są raczej dość pożądane, można śmiało też powiedzieć modne. Zatem czy takie niewinne poradniki jak może nam się wydawać z kategorii Rozwój osobisty, które mają na celu pomóc, mogą nas uzależnić? Rozwój osobisty to w końcu działania w kierunku poznania siebie, więc co w tym może być złego? W chęci poznawania siebie raczej nie ma nic złego, ale jeśli idzie to w parze z brakiem konkretnych działań, czyli praktyki, to może okazać się, że oszukujemy samych siebie.

Uczucie stałego rozwoju.

Czytałam jedną książkę, zamykałam, brałam następną. Oglądałam materiał dotyczący samorozwoju, wyłączyłam, włączałam następny. Tak w kółko. Przecież robiłam sporo, prawda? Dużo się uczyłam! Miałam poczucie, że nieustannie się rozwijam! Brnęłam w to wszystko, bo wydawało mi się, że nie jestem perfekcyjna, że nie jestem wystarczająco dobra, że mogę być bardziej wartościowa i szczęśliwsza. Oczekiwania wobec siebie miałam spore. Czułam, że nic nie wiem i szukałam rozwiązań u innych.

Wiedza plus doświadczenia.

Sama wiedza nie wystarcza, by się rozwijać. Potrzebne są doświadczenia. Doświadczenia natomiast są następstwem działań. Przez samo oglądanie zestawu ćwiczeń na siłownie sylwetka się nie zbuduje, trzeba się po prostu ruszyć i zacząć ją budować krok po kroku! Wiedza jest niezbędna, ale musi być połączona z działaniem, które prowadzi do doświadczeń, a to właśnie nim możemy się rozwijać. Wiedza jest niezbędna, ale czym by była, gdybyśmy w szkole uczyli się samej praktyki? Wyobraź sobie, że idziesz na siłownie i chcesz zbudować pośladki i bicepsy. Możesz sprawdzić, od czego zacząć, będzie wtedy szybciej i skoro już ktoś to robił wcześniej, to nie potrzebujesz bawić się w odkrywcę. Bierzesz zatem konkretny przepis i próbujesz w ten sam sposób. Krok po kroku coraz lepiej Ci idzie. Im więcej razy próbujesz, tym efektywniej Ci to wychodzi. Zapamiętujesz które mięśnie i kiedy napinać, a kiedy rozluźniać. Najpierw musisz się skupiać, później robisz to automatycznie. Jak już opanujesz polecane ćwiczenia i wiesz jak je wykonywać poprawnie, możesz je wtedy modyfikować pod siebie, możesz też ułożyć odpowiedni dla siebie zestaw ćwiczeń i ilość powtórzeń, bo już wiesz, na czym to polega i przede wszystkim poznajesz siebie i swoje ciało i możesz rozpoznać, co jest dla niego dobre, a co nie. Uważam, że tak samo jest właśnie z samorozwojem. Wiedza, zastosowanie i obserwacja, wnioski i ewentualna modyfikacja:)

Za najważniejszą cechę samorozwoju według mnie jest zdolność do lepszego funkcjonowania w życiu codziennym oraz w kontaktach międzyludzkich.

Chciałam być najlepszą wersją samej siebie. Kto mógłby zatem wiedzieć jak być najlepszą wersją mnie? JA sama. Nawet najlepszy terapeuta nie byłby w stanie mi doradzić najlepszej drogi. Ile ludzi tyle sposobów na życie. To pewnie też gdzieś wyczytałam, ale gdybym nie zaczęła praktykować tych fascynujących morałów, nie doświadczyłabym pełnej odpowiedzialności za decyzje i swoje emocje. Ok, potrzeba rozwoju jest jak najbardziej w porządku. Zdanie “być najlepszą wersją samej siebie” też wydaje się słuszne – o ile nie przesadzimy. Fajnie żyć ze sobą lepiej, ale nie fajnie jest dążyć do tego za wszelką cenę, więc nie bierz tego zdania zbyt poważnie. Sprawdź, czy czasem nie zapędzasz się w kozi róg, dążąc do perfekcji – której i tak nie ma.

Reasumując, chciałam zwrócić uwagę na dwie rzeczy, które były zbędne na początku mojej drogi w kierunku samorozwoju: 

  1. Chciałam wszystko wiedzieć i pochłaniałam samą teorię na różne możliwe sposoby, mając poczucie słusznego działania i zaangażowania, pomijając ważniejszą część, czyli praktykę; 
  2. Wymagałam od siebie perfekcji, co w konsekwencji wiązało się z zawodem na sobie samej i obniżaniu samooceny. 

Droga w kierunku samorozwoju, która w zasadzie nigdy się nie kończy, powinna być dla nas przyjemnością. Taką ją teraz czynię. 

 

Powiększ swoją półkę z książkami: 

  • Jacek Santorski – “Jak żyć żeby nie zwariować”
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Follow by Email
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x